27 lutego 2026

Paweł Sołtys, Monolok, Wołowiec, Wydawnictwo Czarne, 2026. Sołtys u fryzjera

 



Paweł Sołtys, Monolok, Wołowiec, Wydawnictwo Czarne, 2026.

Sołtys u fryzjera

            Współczesny świat wyparł z obiegu wiele profesji. Możemy oprócz skansenów zwiedzać wioski/miasteczka ginących zawodów, rozsianych po różnych zakątkach kraju i patrzeć, jak „fach w ręku” drzewiej wyglądał. I dobrze, niech zostaną w pamięci takie zajęcia, jak kowal, garncarz, zdun, bednarz, tkacz, introligator, czapnik, kaletnik, ludwisarz czy szewc... A i rozwój sztucznej inteligencji  i powszechnej automatyzacji wróży podobno rychłą zagładę wielu zawodów ze świata administracji, bankowości, edukacji czy nauki. Ale zawód fryzjera ma się dobrze, przetrwał próbę czasu, a nawet bardzo się rozwija, wszak odwiedzamy już nie cyrulika upuszczającego krew przy okazji postrzyżyn, golibrodę, czy balwierza, ale salony, w których przyjmie nas stylista fryzur, barber, fryzjer damsko-męski, nagradzany w międzynarodowych konkursach, z dyplomami wiszącymi ciasno na ścianach zakładu. A zwykłe, jak dotąd nożyczki i brzytwy  wyglądają, jak wysokiej klasy narzędzia chirurgiczne, ułożone pod podświetlanym lustrem wśród drogich i obłędnie pachnących środków kosmetycznych. Fryzjer, zawód tyleż wyjątkowy, co powszechny, gdy wziąć pod uwagę współczesne społeczeństwo, dla którego wygląd zewnętrzny ma ogromne i niesłabnące  znaczenie. W zasadzie każda grupa wiekowa korzysta z usług „mistrzów nożyczek” regularnie.

W literaturze, filmie, sztuce fryzjerzy są obecni. Mają swoje istotne miejsce. Bywają zwykłymi rzemieślnikami, lub przeciwnie, powiernikami mającymi klucz do niejednej duszy. Przypomnijmy słynny, a nawet nieco kontrowersyjny wiersz Stanisława Grochowiaka pt. Fryzjer albo Trzy wiersze o fryzjerze Juliana Tuwima.  Konstanty Ildefons Gałczyński napisał wiersz Cyrulik jesienny, choć związek treści wiersza z zawodem fryzjera jest raczej luźny, warty jednak odnotowania. Inaczej jest u Ludwika Jerzego Kerna, w którego zapamiętanym z dzieciństwa wierszu Dwa jeże relacja fryzjer–klient jest bardzo realistyczna. Wyrazistą postać fryzjera, i to z Warszawy, znajdziemy też u Leopolda Tyrmanda w powieści Zły. Choć ma na imię Antoni Karol, wszyscy nazywają go Mefistofelesem.

X Muza również lubi fryzjerskie motywy, zawód ten jest obecny w kinie od dawna. Przypomnijmy film, a raczej komedię pomyłek, z brawurową rolą Adolfa Dymszy Sportowiec mimo woli (w reżyserii Mieczysława Krawicza z roku 1939), w którym Jerzy Piątek – hokeista, w tej roli przedwojenny amant kinowy Aleksander Żabczyński, mówi: Są takie chwile w życiu fryzjera, że jest szczęśliwy , że jest fryzjerem.

Inny film pt. Chciałbym się ogolić, choć krótki i w konwencji makabreski, ale kręcony został w autentycznym wnętrzu zakładu fryzjerskiego, z niepowtarzalną rolą Zdzisława Maklakiewicza i Ignacego Gogolewskiego. Z lat 80. XX wieku wnętrze warszawskiego zakładu fryzjerskiego zobaczymy w krótkim ujęciu, w czwartym odcinku serialu Jan Serce (pt. Pieszczoty), gdy piękna fryzjerka Halina, grana przez Ewę Szykulską, odbiera telefon od Jana Serce, czyli niezapomnianego w tej roli Kazimierza Kaczora. Zresztą serial ten pojawia się w narracji głównego bohatera powieści Monolok, obok serialu Polskie drogi, jakoby zwykły chłop, kanalarz bez farta w miłości okazał się bardziej szlachetnym człowiekiem, niż niejeden bardziej znany i ceniony protagonista w literaturze XX wieku i postać w polskim kinie. Może jeszcze Kuraś z Polskich dróg, którego kreował ten sam aktor, Kazimierz Kaczor?

            A kim jest bohater powieści Monolok? Fryzjerem z warszawskiego Grochowa. Urodził się w 1940 roku na Woli, szybko stracił rodziców. Ojca w trzecim dniu Powstania Warszawskiego, a matka zagubiła się w drodze do obozu przesiedleńczego w Pruszkowie.

(...) śmierci nie ma, i tę moją mamę i tatę miałem ze sobą, tylko byli daleko, może w Anglii, może w Rosji, i cholera, okruchy ich gestów, pogłaskanie, zmierzwienie włosów, buziak przed snem, ja sobie odtwarzałem. Może dlatego inny trochę byłem?

Doświadczenia wojny i ludzie, których spotkał, z pewnością mieli wpływ na to, że nasz bohater jest bardzo wrażliwym człowiekiem, wrażliwym na los ludzi, którzy w jego życiu się pojawiali,  i to głównie o nich opowiada... A poza tym, wiadomo nie od dziś, że „u fryzjera” język się rozwiązuje, i niejedną nasz bohater historię usłyszał. Okoliczności sprzyjają, nie, nie plotkowaniu, ale właśnie dzieleniu się różnymi sprawami, których w innych okolicznościach się nie opowiada.

Poznajemy m.in. historie Siekierskiego, któremu zabito psa, garbusa-epileptyka, który wygrał międzynarodowy konkurs, Andrzejczaka – listonosza, Marty od pioruna, Detektywki- kociary, inżyniera Sankoskiego „bez wu”, no i jak by inaczej, warszawskiego gołębiarza Moreszczaka... Podążamy ulicami Warszawy, zaglądamy do mieszkań, rozmawiamy z konkretnymi ludźmi w konkretnym czasie. Jesteśmy na ul. Prochowej, zaglądamy na Mycielskiego, Kickiego, na Chomiczówkę, Wolę, Śródmieście, Grochów... Czujemy puls krwi naszego bohatera, który w zależności od poziomu emocji przyspiesza bądź zwalnia. I słuchamy refleksji, przemyśleń, konfrontujemy z własnym doświadczeniem, na ogół zgadzając się z pointami, które wygłasza. Opowieść przeskakuje z tematu na temat, dokładnie tak, jak to bywa w okolicznościach, gdy pozwalamy komuś mówić, pozwalamy na snucie opowieści o życiu, bez potrzeby jej kontrolowania, niezobowiązująco, ponieważ zaraz strzyżenie i układanie fryzury się skończy, wyjdziemy z zakładu i pójdziemy do swoich spraw. Opowieść, opowiadanie, gawęda, ballada, a nawet baśń, bo nie wiemy, kiedy fakty przechodzą w  konfabulacje, domysły i przypuszczenia...

Chciałoby się powiedzieć, że Paweł Sołtys, obok przypominania nam o świecie, który minął, o charakterystycznych dla niego rzeczach, przedmiotach, jak „dżinsy z Odry” czy „grzywa a la Beata Kozidrak”, mówi, że między nami – ludźmi – najważniejsza jest rozmowa, spotkanie, to że można do kogoś powiedzieć: a pamiętasz...?  Fryzjer, czy ktokolwiek inny, istotne jest porozumienie, ot nawet takie niezobowiązujące, a często nawet bardziej, gdy zmagamy się z sytuacjami, o których łatwiej opowiedzieć komuś obcemu, przedstawiając li tylko nasz punkt widzenia.

            Tak to sobie wyobrażam, Paweł Sołtys siadał kiedyś na fryzjerskim fotelu, gdzieś na Grochowie, a może nawet w budynku „Uniwersamu” i, wdając się w niewinną męską pogawędkę, usłyszał niejedną opowieść, która nie mogła ulec zapomnieniu, bowiem  to są wszystko takie rzeczy, panie, co się w nie wierzy. Jakby ktoś książkę w życie przepisał. (s.5)

            Dedykacja „zdobyta” na koncercie  Pablopavo w Bydgoszczy, w dniu 20 lutego 2026 r. w MOK-u. Gdyby ktoś jeszcze tego nie wiedział, Paweł Sołtys pisarz, to ta sama osoba, co wokalista zespołu „Pablopavo i Ludziki”. A poza tym w powieści Monolok Bydgoszcz pojawia się w trzech miejscach, na stronach 6, 38 i 44. Czy to nie wystarczy, by powiedzieć, że jest to powieść bydgosko-warszawska? Proszę to sprawdzić. Koniecznie!







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz