4 lutego 2026

Zapach Warszawy - Justyna Kubiak o książce autora Wojciecha Chmielewskiego

 


Wojciech Chmielewski, Księżyc ma zapach Warszawy, Warszawa PIW, 2025.

Zapach Warszawy

            To był początek czegoś nowego po 1989 roku, sam środek młodości, a co będzie po studiach? Rozbudzone nadzieje, historia kusiła, wreszcie będzie można mówić prawdę, całą prawdę bez cenzury, a tyle było do odkrycia, do powiedzenia. Otwierały się całkiem nowe drogi rozumienia przeszłości i oni tu, nad jeziorem, wiedzieli o tym, czuli to bardzo wyraźnie, zupełnie jak dotknięcie mokrej pałki tataraku, jak powiew wiatru na pomoście. Wystarczyło już tylko chcieć, tak wtedy myśleli. (s. 14)

To jeden z węzłowych fragmentów powieści, bowiem jest w nim uchwycony grupowy  i indywidualny stan świadomości młodych ludzi, którzy wchodzili w dorosłość po odzyskaniu w Polsce „wolności”, czyli w latach 1989–1993. Podczas, gdy rodzice tych młodych ludzi całe życie spędzili w „demokracji ludowej”, ich synowie i córki zaczynali nowy rozdział  swojego życia w nowej rzeczywistości ustrojowej transformacji. Rozbudzone nadzieje zdecydowanej większości obywateli określały oczekiwania wobec zmian. Swoiste „nowe rozdanie” budziło pragnienie dziejowej sprawiedliwości, która po latach niedostatków po prostu im się – zwykłym obywatelom – należała. A młodym ludziom rozpoczynającym studia, należała się, jak przysłowiowy „amen w pacierzu”. Czyż nie? Oczekiwania i nadzieje jednak, przez pięć lat studiów były weryfikowane, odzierane ze złudzeń, hartowane w ogniu zmian i doświadczane rozczarowaniami. A co istotne, topione w sporej ilości alkoholu, który jest istotnym motywem powieści, tj. życia młodych i nie tylko młodych ludzi w tamtym czasie. Otwierające się rynki i możliwości firm rodzimych zwiększały podaż nowych propozycji o ciekawych i intrygujących nazwach. Wiadomo, że z podażą rośnie popyt. Ale czy tylko zwykła ciekawość stoi za faktem, że właściwie każdego dnia, o każdej porze sięgano po alkohol?

Czyż nie stała za tym narastająca frustracja, że oto rozbudzone nadzieje nijak się mają do rzeczywistości? Jest bardzo prawdopodobne, że była to jedna z głównych przyczyn permanentnego poddawania się zgubnym skutkom przedłużającego się alkoholowego upojenia, które na szczęście nie przeszkadzało naszym powieściowym studentom zgłębiać tajemnic historii oraz trzeźwo (o paradoksie!) oceniać otaczającą ich rzeczywistość.

            Powieść Księżyc ma zapach Warszawy ma trzy zasadnicze warstwy: futurologiczną (XXIII wiek), związaną z Nadieżdą  Chabrową, warstwę historyczną, związaną ze studentami historii na UW oraz warstwę teraźniejszą, związaną z nami, czytelnikami powieści, którzy znają dalszy ciąg rozpoczętych w roku 1989 zmian.

Warstwa futurologiczna, jest bardzo misternie skonstruowana, zawiera elementy, „o których nie śniło się filozofom”, jak np. Chińskie Okulary, ale przywołuje również miejsca, budowle, nazwy, które znane są i obecne w przestrzeni miasta dziś. Potrzeba zastosowania tego wybiegu, w pierwszej chwili zaskakująca, daje wspaniały punkt odniesienia do rzeczywistości z warstwy historycznej. Jest jej swoistym lustrem, co z pewnością zauważy dociekliwy umysł czytelnika. Dla porównania ze skutkami rozczarowania, jakiego doznają studenci historii sprzed trzystu lat, dowiadujemy się m.in. o tym, że Nadia Chabrowa, historyczka z wykształcenia, również ma swoje problemy, musi zmierzyć się z własną rzeczywistością świata, w którym przyszło jej żyć. A jest to świat podzielony między dwa mocarstwa – Chiny i Rosję. Choć jest to „uniwersum” na pierwszy rzut oka dużo mniej skomplikowane od naszego, a tym bardziej  od świata z około 1989 r., ma jednak ukryte pod warstwą domysłów pułapki i tajemnice, wynikające z geopolitycznego układu. Czy powieść nosi znamię przestrogi, jeśli wziąć pod uwagę współczesne nam stosunki międzynarodowe, rozkład sił i zależności między państwami? 

            Czytając powieść, przyglądając się rzeczywistości, z którą borykali się studenci historii UW, można z pewnością westchnąć: tak było! A im głębsze będzie westchnienie, tym wyraźniejszy będzie obraz rzeczywistości, który otrzymujemy od autora. Oglądając się wstecz, z pewnością można jakiś nurtujący nas problem obejrzeć „u źródła”. Czy głęboka polaryzacja polskiego społeczeństwa, która blokuje niejednego z nas, nie ma czasem  korzeni sięgających tamtych czasów „nowego rozdania” po roku 1989? Czy wówczas zaniedbane sprawy, choćby sprawa lustracji, nie przesądziły o tym, że przez te trzydzieści z okładem lat nie pozbyliśmy się dawnych układów i podziałów na lepszych i gorszych z takiego czy innego stosunku do starej (i nowej) władzy?

            Wrażliwi społecznie czytelnicy mogą skupić się na prześledzeniu postaw i wyborów ludzi pretendujących do wstąpienia w szeregi polskiej inteligencji, porównać z życiorysami ich rodziców. I mogą poznać „owoce” tych zabiegów, albowiem my dziś znamy już dalszy ciąg walki o „lepsze jutro” kolejnego pokolenia, które odziedziczyło po dawnych studentach polską rzeczywistość. Społeczno-polityczne „perturbacje” bardzo wyraźnie odbijają się w życiorysach i wyborach ówczesnych młodych ludzi, co jest podkreślone wyraźnie, z dbałością o szczegóły, o których już trochę zapomnieliśmy. Dzięki dialogom, rozmowom i przemyśleniom studentów historii na UW, wśród których najbardziej aktywny i „wygadany” jest Jacek, o wyrazistej osobowości i charakterystycznym wyglądzie, z pewnością odkryjemy na nowo realia i problemy czasów transformacji ustrojowej. Czy zatem autorowi powieści Księżyc ma zapach Warszawy uda się przekonać nas do intensywności własnych emocji związanych wydarzeniami sprzed ponad trzydziestu lat? Z pewnością nie przyświecała mu tylko sentymentalna potrzeba powrotu do czasów wczesnej młodości. Szukamy własnych życiorysów, porównujemy, doszukujemy się utożsamień vel różnic. I to może być bardzo frapującym zajęciem, gdyż przypominamy sobie nazwy zespołów muzycznych, które wtedy były popularne, nazwy klubów, do których chodziliśmy, książki, które czytaliśmy, ludzi, których spotykaliśmy. I to zadanie „powtórki z pamięci” Wojciech Chmielewski odrabia za nas na piątkę z plusem.

            Pomimo powagi poruszanych w powieści tematów nie jest to opowieść obciążająca pesymizmem, ale z pewnością przynagla do zweryfikowania „utwardzonych” przez lata poglądów, stereotypów, którymi wszyscy obrośliśmy na przestrzeni trzydziestu lat. Młodzieży, która zechce powieść przeczytać może pomóc zrozumieć postawy rodziców, ocenić ich wybory, które nie zawsze były łatwe i nie dawały zamierzonego efektu mimo wkładanego weń wysiłku. Będą i tacy, którzy pod wpływem rzeczonej powieści doznają melancholijnego, nostalgicznego poruszenia. Tęsknota za młodością, jaka by ona nie była, często determinuje obraz całości, przenika tak silnie, że rzeczywistość siermiężna i bolesna nie jest w tym wszystkim najważniejsza.

            Podobno człowiek pamięta najdłużej zapachy...

            Węch jest pierwotnym zmysłem, ale przy tym fenomenalnym. Po tym, jak woń, a konkretnie cząsteczki zapachu (ligandy), docierają do naszych nozdrzy, wytwarzają się enzymy, które wysyłane są do poszczególnych ośrodków w mózgu. Część enzymów ląduje w układzie limbicznym. Odpowiada on za emocje i pamięć: czytamy w jednym z popularnonaukowych artykułów [1] dostępnych w internecie. Wielu z nas nie potrzebuje naukowego dowodu na to, że zapach działa na naszą wyobraźnię, pamięć i odkurza uczucia sprzed lat. Ten niedoceniony zmysł może dostarczyć nam wielu wrażeń, nawet po wielu latach, niczym „proustowska magdalenka”. Z pewnością wie o tym autor powieści, bowiem nawet w tytule książki mamy słowo „zapach”. Pojawia się on  w treści wiele razy. Jest to np. zapach starego pieczywa (s.59), tlących się liści (s.74), fetor tytoniowego kopcia (s. 74), perfum i potu (s. 139), czy  zapach wykładziny która cuchnęła grzybem i mysim gównem w jednym z pomieszczeń pewnego urzędu (s. 231). Czy tak właśnie pachnie księżyc? Czy może jest to zapach współczesnych nam kebabów, kuchni orientalnej czy zapach swojskiego jadła, np. pierogów, a może tak lubianej przez Polaków pizzy, snujący się po warszawskich ulicach? A może delikatny zapach mandarynek z Ogrodu Saskiego, jak w jednym z opowiadań[2] Wojciecha Chmielewskiego? Trudno powiedzieć, ale można wytężyć wyobraźnię, zatem...

            Gdy którejś nocy będziesz szedł Krakowskim Przedmieściem w Warszawie, szanowny czytelniku koniecznie spójrz w niebo, na rzeczonego satelitę Ziemi, który już całkiem niedługo zdaniem autora powieści, stanie się miejscem podróży czy wycieczek, jeśli oczywiście spełni się wizja geopolityczna istnienia tylko dwóch państw: Wiecznej Rosji i Państwa Ludowego Środka. Póki co, w zależności od wyznawanej teorii czasu i przestrzeni, poddajmy się marzeniom, refleksji albo wspomnieniom wraz z lekturą powieści Wojciecha Chmielewskiego Księżyc ma zapach Warszawy.


[1]    https://www.cefarm24.pl/czytelnia/natura/pamiec-zapachowa-jaki-ma-na-nas-wplyw/ (02.01.2026 r.)

[2] Wojciech Chmielewski, Ogród Saski w sierpniu [W:] Sylwia z Gibalaka, Kraków 2023.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz